Skocz do: nawigacja, szukaj

Prywatyzacja własności państwa w AKAPie

Aksjomateusz rzucił w moją stronę magazynek od beryla.

-Pamiętaj, nie za darmo - powiedział po czym oddał cztery strzały w parszywą gębę lewackiego ścierwa. 

-Szekli Ci nie pożałuję bracie - załadowałem magazynek i wpuściłem do komory nabojowej pastylki leczące z lewactwa. 

Tak, jesteśmy lekarzami, specjalistami w swojej dziedzinie. Przeprowadzamy późne aborcje na ludziach, wszystko w ramach prywatnej inicjatywy na terenach niczyich. Jakże mogą być czyjeś tereny o których mówi się, że są państwowe? Setki hektarów ziemi do zawłaszczenia i jedyne co trzeba zrobić to ją starannie użyźnić aby robactwo wiedziało gdzie się nie zapuszczać. 

-Maurycy, wiesz już gdzie ustawisz płot? - pyta za każdym razem i za każdym razem uzyskuje taką samą odpowiedź. 

-Wiesz, że jestem przesądny. Wykopię fosę, czerwone wampiry nie przejdą przez płynącą wodę - podciągam karabin do oczu, patrzę w kolimator i oddaję strzał. - Dobrze wiesz, jak to będzie wyglądało, a nadal pytasz. 

Słyszę jak się śmieje turkocząc, czy może to była seria z autonomicznego działka? 

-Nie wierzę w przesądy. Lewaki to niewolnicy, a nie jakieś mityczne krwiopijce Murray. 

-Tak czy siak mój teren, moja własność, moje prawo - kolimator, cel, spust i kolejne ścierwo odesłane do piekła. - Wiesz ilu ich tam jeszcze jest? Kolację chcę zjeść. 

-Nie wiem, zestrzelili drona parę minut temu ale za chwilę się wycofają - odpowiada podając plackiem na ziemi i ustawiając stelaż baterii moździeża. 

-Już zaczynasz robić dla nas kolejne okopy? - Pytam ale wiem co się zaraz stanie. 

Obserwuję spokojnie jak wyciąga z nereczki na pasie pocisk z rysunkiem małej czapeczki. Wszyscy wiedzą co się szykuje, broń "a", "b", czy "c" to gówno w porównaniu z bronią "K". Leje po takich pociskach nadają się tylko na zbiorowe mogiły nad którymi należy umieścić żelbetowy sarkofag. 

-Ty bierzesz ten teren Aksjomateuszu, ja nie chcę się pierdolić z betoniarkami - moje słowa przyjmuje z grymasem na twarzy. 

-Ale po dobroci nie chcą! W koszta idę - zaczyna ale mu przebywam. 

-Stopa zwrotu jest ogromna, u lewaków funkcjonuje tak zwany czarny rynek, zarobisz sobie - tłumaczę ale nie widzę zrozumienia w jego karpawych oczach. - To taki normalny rynek tylko ludzie płacą 20 razy więcej! 

Słowiański uśmiech pełen radości zagościł na ustach mojego towarzysza. Po chwili usłyszałem delikatne "plum" jak pocisk wylądował na mechanizmie moździeża i wyleciał wysoko w powietrze. Dziesięć sekund dzieliło tych agresorów nie roszczących sobie praw własności do tej ziemi od niechybnej śmierci. 

Dziesięć długich sekund wypełnionych oczekiwaniem. 

Dziewięć sekund, dało się usłyszeć strzały ze strony ich okopów. 

Osiem sekund, odchylam się i oddaję strzał prosto w mostek jakiegoś trepa. 

Siedem sekund, trep patrzy na swoją pierś pośrodku której wyrasta piękny czerwony kwiat w kolorze ichniej flagi. 

Sześć sekund, zaczynam słyszeć delikatny gwizd spadającego pocisku. 

Pięć sekund, Aksjomateusz wychyla się i oddaje parę celnych strzałów. 

Cztery sekundy, ktoś po tamtej stronie zauważył opadającą smugę na niebie. 

Trzy sekundy, gwizd się nasila wwiercając się w czaszkę niczym wiertarka inicjującego agresję sąsiada. 

Dwie sekundy, widzę już wyraźnie spadający błyskawicznie pocisk. 

Jedna sekunda, pocisk znika za pagórkiem po czym następuje chwila ciszy. 

Potężny wybuch wzburza światem rzucając mnie i Aksjomateusza o ziemię. Czuję jak zgrzytają mi zęby piaskiem i niemal fizycznie czułem jak czerwone pijawki płonęły w piekielnym ogniu wywołanym przez mikro krasnala. Zaraz dotrze do nas fala uderzeniowa, dwie sekundy. Raz, słyszę huragan, burzę piasku i drzew ścierających się ze sobą niczym nieprzestrzegający trzeciego aksjomatu dzieciaki. Dwa, widzę ścianę ognia sunącą w naszą stronę niemal namacalną. Ten stan trwa tylko chwilkę, jedną sekundę po której nastąpi fala zwrotna wypełniająca próżnię w miejscu wybuchu. 

Przez chwile leżę na ziemi z piaskiem w mordzie. 

-Maurycy, żyjesz? Nie udawaj, "leżąc płotu nie postawisz" - powtórzył ulubione przysłowie. 

-Dobrze wiesz, że to będzie fosa - uciąłem plując piaskiem i liśćmi.

-Kolacji ci widzę już nie potrzeba, zielskiem się zapchałeś.