Żydzi

Z Akapedia - kompendium wiedzy JBWA
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Synu.jpg
Grupowe zdjęcie najważniejszych polskich Żydów
znany żydowski przebój

Żydzi - władcy Polski. Sprawują władzę na logikę. Tylko oni czytajo. Oficjalnie rządzą Izraelem, nieoficjalnie całym światem, pieniądzem, cyklami koniunkturalnymi i pogodą. Wśród niektórych środowisk budzą obawy, a nawet niepokój, graniczący z niechęcią.

Ciekawostka: wkurwiony Żyd

What the fuck did you just fucking say about me, you little goyim? I'll have you know I graduated top of my class in the Harvard, and I've been involved in numerous secret pyramid schemes in the USA, and I have over 300 million dollars. I am trained in economics and I'm the top jew in the entire society of intellectual hebrews. You are nothing to me but just another customer. I will bankrupt you the fuck out with precision the likes of which has never been seen before on this Earth, mark my fucking words. You think you can get away with saying that shit to me over the Internet? Think again, fucker. As we speak I am contacting my secret network of bankers across the USA and your bank account is being drained right now so you better prepare for the eviction, maggot. The eviction that kicks out the pathetic little thing you call your ass. You're fucking broke, kid. I can be anywhere, anytime, and I can extort money from you in over seven hundred ways, and that's just with my holocaust stories. Not only am I extensively trained in ripping you off, but I have access to the entire arsenal of the JIDF and I will use it to its full extent to wipe your miserable trolling off the face of the continent, you little shit. If only you could have known what unholy retribution your little "clever" comment was about to bring down upon you, maybe you would have held your fucking goyim tongue. But you couldn't, you didn't, and now you're paying the unreasonable price of 10% above market value, you goddamn idiot. I will overprice items all around you and you will drown in them. Oy vey, kiddo.

Ciekawostka:Pasta o Żydzie w Fable

Nie można być większym wygrywem, niż urodzić się Żydem w pierdolonym świecie Fable. Serio. Ojciec mój - Abraham, zawsze powtarzał: Zarabiaj dolany synu, a pewnego dnia będziesz wielki. No i może by coś z tego było, w końcu ojciec prowadził prosperującą firmę, a ja – jako jego pierworodny syn, Juda, miałem ją odziedziczyć. Niestety naszą wioskę napadli bandyci, wycięli ją w pień (o ironio, wyciąć w pień Dębową Dolinę, co za kurwa wyrafinowanie). Płakałem motzno. Uciekałem, próbowałem wydostać się z płonącego piździdołka, pewnie również bym poległ, gdyby nie znalazł mnie jakiś czarodziej na kiju. -Jestem Maze mała spierdolinko. – Rzekł. -Jestem… -Nie interesuje mnie twoje imię. To nieistotne. No i mnie uratował. Tak zaczęło się dla mnie zupełnie nowe życie. Zostałem zabrany do Gildii. Niestety nie kupieckiej, co od początku sprawiało mi problemy. -Uderz tę kukłę. – Warknął Mistrz. -Ale tak za darmo… ? -Po prostu uderz kukłę! -A co z tego będę miał? -Musisz się nauczyć walczyć! Bij kukłę! -A może mała wymiana? Ja uderzę kukłę, a ty dasz mi swój miecz. -Cooo.avi? -Tak, za darmo to nawet w ryj nie dają. Okazało się, że święte przysłowie mojego taty nie zawsze się sprawdzało. Wtedy pierwszy raz dostałem za darmo w ryj. Koniec końców nim moje szkolenie dobiegło końca udało mi się wynegocjować całkiem sensowne stawki. Dolan za poprawne cięcie, dwa za perfekcyjny strzał z łuku i pięć za skuteczne zaklęcie. Zawsze zastanawiało mnie czy mój trening był tak krótki dlatego, że byłem taki dobry, czy dlatego, że skarbiec Gildii pustoszał. Jakoś w międzyczasie poznałem Szept. Nie miała tak doskonałej motywacji do treningów, ciągle pierdoliła coś o pomaganiu biedakom cebulakom xD. Miało to swój urok, od samego początku czułem, że będę mógł na niej zarobić. Pierwsza misja i zabicie Królowej Os. Podjąłem się wszelkich możliwych wyzwań, w końcu każdy dolan się liczy. Prosta kalkulacja ekonomiczna pozwoliłaby mi jednak stwierdzić, że ubranie majtek mogło oszczędzić mi długiej, bolesnej, a co gorsza cholernie drogiej operacji wyciągania żądła z penisa. Niemniej misja zakończyła się finansowym sukcesem. Kolejne misje, kolejne dolany. Podczas gdy inni bohaterowie przechadzali się w złotych zbrojach i mieszkali w pałacach, ja spałem w holu Gildii i nosiłem szaty uczniaka. Dopiero wpierdol od Szept w pojedynku na zabijanie Hobbesów skłonił mnie do pewnych inwestycji. -Juda, twoja siostra Estera żyje. – Pewnego razu z zafrasowaną miną powiedział mi Mistrz Gildii. – Bandyci którzy złupili waszą wioskę trzymają ją w niewoli. Nie przejąłem się tym za bardzo. Bardziej preferencyjne warunki mogłem znaleźć w misji na ubicie trolla, po siostrę wysłałem Szept xD w końcu i tak chciała pomagać biednym i pokrzywdzonym. No ale nie byłem potworem bez emocji. Spotkałem się z moją krewną w posiadłości 50 twarzy Greyów. -Juda mogłeś osobiście się pofatygować mnie uratować. – Westchnęła na przywitanie. -Nie lada chata. – Powiedziałem i zagwizdałem. – Jeżeli nie ma aktu własności, to przejmijmy ją przez zasiedzenie. Ostatecznie możemy ją sprzedać i zarobić sporo grosza. -Jestem wróżbitką Juda, wiem co wkrótce cię spotka! -Co prawda nadaje się do generalnego remontu, lokacja niezbyt korzystna, jednak małe przemeblowanie i rewitalizacja okolicy, pozwolą osiągnąć korzystny przelicznik! -Jack Rzeźnik cię zabije, a nasza matka żyje! – Krzyczała zdesperowana Estera. Równie dobrze mogłaby pokazać cycki, nie zwróciłbym na to uwagi. Pospiesznie zacząłem renowację i sprzątanie opuszczonej posiadłości. Zabijałem trolle, kupców i inne bestie, w zależności od tego jaki był mnożnik za łeb. Koniec końców wszedłem w posiadanie domu w każdej wiosce, włączając posiadłość Greyów, będącą moją wisienką na torcie. Intratne umowy wynajmu przynosiły mi konkretne sumy każdego miesiąca. Moja sława dotarła aż do uszu „wielkich tego świata”. Ucieszyłem się, bo na pewno byli wielcy również pod względem majątku. Nie myliłem się, sama pani burmistrz spojrzała na mnie łaskawym okiem – a na styku polityki i biznesu, robi się najlepsze pieniądze. Wiedziałem jednak, że żeby zdobyć jej fortunę muszę dokonać czegoś wielkiego. Jak to mawiał dziadek: „Przez serce do majątku”. Nadarzyła się w końcu okazja do solidnego zarobku. Podczas gdy moje aktywa wciąż pracowały na moją rzecz, otrzymałem zaproszenie do walki na Wielkiej Arenie. Mmmm $$$. Wadą walki na Wielkiej Arenie był fakt, że musiałem współpracować z Szept. Było to jednak również jej ogromną zaletą. Służyła mi jako tarcza, mięso armatnie, osłona, bariera, kierowałem na nią całą nienawiść i furię przeciwników. Tym łatwiej było zdobyć bonusową nagrodę w postaci dodatkowych dolanów za jej głowę. Od zawsze miałem rację, czując w niej piniądz. Niestety, nie wszystko miało dalej iść tak gładko. Trauma, więzienie, niemoc doglądania inwestycji, pieniądze uciekające przez palce, intratne kontrakty które konkurencja właśnie sprzątała mi sprzed nosa… Te i inne, jeszcze gorsze myśli dręczyły mnie w lochach Jacka Rzeźnika. Z jednej strony bardzo gościa polubiłem, w końcu dzięki niemu sporo zarobiłem na Arenie, jednak precyzyjne wyliczenia w pewnym momencie zaalarmowały, że przez pobyt w jego celi utraciłem więcej, niż wcześniej zarobiłem z jego pomocą. Poczułem gniew. Stał się moim wrogiem i w tym momencie wiedziałem co muszę zrobić – doprowadzić go do bankructwa. Ten chory zwyrol wynajął innego chorego zwyrola, co gorsza poetę, żeby ganiał nas na golasa po twierdzy. Żeby jeszcze można było za to jakiś hajs wygrać, ale nie. Jednak powoli i skrupulatnie wcielałem w życie mój plan. -Ile Jack wam płaci? – Zagajałem strażników. – A brutto czy netto? Podburzałem jego autorytet, negowałem wartość oferowanych przez niego umów, obiecywałem złote góry. Zaowocowało to strajkiem głodowym, o którym wiadomość jednak dziwnym trafem nie dotarła do szefa. Droga wolna. Okazało się, że w więzieniu była również moja matka. Zabrałem ją, zaoferowałem kilka lokali do wyboru, w bardzo rozsądnej cenie. Ostatecznie lepszy jest najemca, co do którego masz pewność, że nie na wpuszcza Hobbesów do piwnicy. Wróciłem w glorii chwały, na szczęście większość inwestycji wciąż prosperowała. Kolejne misje, kolejne dolany, aż trafiłem ponownie przed oblicze Pani Burmistrz. Tym razem, niosąc czarną różę w dłoniach (prosto z przeceny), nie miałem zamiaru się płaszczyć. Po zdobyciu jej serca, do zdobycia majątku pozostały tylko nieliczne, nudne formalności, takie jak ślub. Niestety, Jack znów psuł mi interes. Już miałem zamiar mu wybaczyć pobyt w więzieniu i wyścigi w gatkach, a ten zaczął dewastować Albion. Szybki rachunek zysków i strat przekonał mnie, jak daleko idące niekorzystne ekonomiczne konsekwencje to przyniesie. Biegałem z różnymi fajfusami od kamienia do kamienia, bez skutku. Jack Rzeźnik postanowił zniszczyć Gildię. Patrząc na marmurowe ściany, na posadzkę w holu na której latami spałem, na wszystkie piękne wspomnienia, tysiące zarobionych dolanów, moja furia narastała. Na podłodze tuż za progiem leżał Mistrz Gildii, rozsmarowany na pół korytarza. -Dlaczego nie próbujesz ratować majątku Gildii?! – Krzyczałem w szale, patrząc na hebanowy stół trawiony przez ogień. -Praca jest darem, kiedy pomaga zrozumieć, co robimy, ale może być przekleństwem, kiedy staje się ucieczką przed pytaniem o sens życia.… - Zaczął prawić morały Mistrz Coelho. Olałem puste frazesy, ruszyłem szukać Rzeźnika. -Mam twoją siostrę, niepokonany miecz i unlimited power! – Wykrzyknął Jack. Coś za bardzo się podniecał tym starciem, jakby od początku o to mu chodziło. Jeżeli tak, to wszelkie rachunki potwierdzały, że była to skrajnie nieefektywna metodologia. -Tylko nie próbuj opowiedzieć mi historii Darth Plaegueisa… - Westchnąłem. Tak jakoś z unlimited power mi się skojarzyło. Nieźle go to rozeźliło, bo widocznie taki był jego plan. Zaczął ciskać we mnie zaklęciami bez opamiętania, jakby mana za darmo na ulicy się walała. Po długiej walce ostatecznie poległ pod ostrzem, jak onegdaj nie poległ Izaak. W życiu zdarzają się bardzo trudne wybory. Kiedy dowiedziałem się, że zabijając siostrę, mogę otrzymać najpotężniejszy miecz w dziejach świata, naprawdę długo byłem rozdarty wewnętrznie. -Wystawić go na licytację od razu, czy przechować, licząc że jego wartość wraz z czasem jeszcze wzrośnie? – Mruknąłem pod nosem, ocierając go z krwi. Ostatecznie stał się i do dziś jest rekordowym przychodem w gotówce jaki osiągnąłem. Gildię odremontowałem i przekształciłem w dom aukcyjny, nazwany na cześć tragicznie zmarłej siostry xD. Licytacje broni, zbroi i innych cudów wianków po bohaterach na kiju, gromadziły każdorazowo tłumy, a i inne inwestycje nie zawodziły. A miecz? Kupił go jakiś gość w kapturze, po czym prędko udał się na północ. Ostatecznie nie ma to znaczenia… Jak dobrze być Żydem w Fable...

Historia

Kazik.jpg
Ten rozdział porusza tematykę historyczną, a wydarzenia w nim opisane są prawdziwe (albo bardzo prawdopodobne). Autorzy Akapedii nie polecają jednak wykorzystywania jego treści przy pisaniu magisterki i nie biorą odpowiedzialności za skutki zlekceważenia tego ostrzeżenia.

Geneza (biblijna)

Ok. 1800 roku p.n.e. z mezopotamskiego miasta Ur wyszedł Abraham. Zamierzał iść gdzieś. Nie wiedział do końca gdzie. Głosy mu mówiły gdzie. Trafił na bardzo ciekawy okres z politycznego punktu widzenia. Cywilizacja sumero-akadyjska padła 300 lat wcześniej od najazdów ludzi fachowo popylających na koniach, osłach i wielbłądach. Czasy Hammurabiego miały dopiero nadejść. Tak więc między Eufratem, a Tygrysem panowała zasada Owsiaka. Głosami, które słyszał okazał się Bóg (głosy w l. mn. bo Bóg może nadawać na trzy gardła). Miejscem, w które zmierzał okazał się Kanaan w Palestynie. Potem okazało się, że jego żona nie może mieć dzieci. Głosy mówiły coś o piasku i gwiazdach, ale Abraham patrzył na świat trzeźwo i zrobił dziecko z niewolnicą, kierując się rabinistyczną zasadą, że zawsze się trochę gwałci. Potem niewolnicę z bahorem wygnał gdy jego stara żona jednak urodziła[1]. Syna nazwał Izaak. Izaakowi urodziła się dwójka: włochaty stwór mający być dziedzicem, oraz wadliwy model cyborga posiadający jednak dobry procesor. Cyborg, zwany Jakubem wyeliminował włochacza. Bóg zmienił mu później imię na Izrael, żeby wytłumaczyć istnienie w przyszłości państwa o tej nazwie.

Harówa w Egipcie i pójście w cholerę

Z Izraela okazał się być bardzo płodny chłop. Zrobił dwunastu synów. Stąd wzięło się słynne "Dwanaście Plemion Izraela". Jednego z synów kochał szczególnie, więc bracia wrzucili go do studni i sprzedali do Egiptu[2]. Jan, bo tak miał biedak na imię, zrobił oczywiście w Egipcie niezłą karierę. Pogodził się potem z braćmi i cała rodzinka zamieszkała w dorzeczu Nilu. Następnym pokoleniom najwyraźniej coś nie wyszło, bo stali się wszyscy niewolnikami (ok. 1300 p.n.e.). Biedni harowali dniami i nocami na budowach mieszając beton z własną krwią[3].

Wtedy pojawiła się ona. Smukła, piękna, nieskazitelna i co najważniejsze - naturalna. Delikatna, a jednocześnie twarda. Prosta, a jednocześnie stylowa. Krótko mówiąc... niezła laska. A nazywała się... właściwie to się nie nazywała. Była po prostu laską Mojżesza. Nigdy się z nią nie rozstawał. Za jej pomocą zesłał na faraona plagi. Trzymając ją w górze rozstąpił wody Morza Czerwonego. Była mu wierna, nie jak jakaś tam laska. To była prawdziwie jego laska. Gdy Mojżesz pierwszy raz ją ujrzał... krzew zapłonął. Była oparciem dla swego właściciela i obiektem westchnień wszystkiego wokoło. Po kontakcie z nią wytrysnęła nawet skała.

Podbój Ziemi Obiecanej i epoka sędziów

Po 40 latach spaceru po piachu Żydzi dotarli do swojej Ziemi Obiecanej. Mojżesz i jego laska niestety do tego momentu nie dotrwali i Ziemię Obiecaną podbijać musiał jego kumpel Jozue. Ale to nie istotne. Gdy podbito teren, który mniej więcej zajmuje Izrael współczesny, rozdzielono go pomiędzy wszystkie plemiona[4]. Potem nastała epoka sędziów (ok. 1200-1030). Byli to tacy fajni goście przewodzący ludowi, gdy ten się radykalizował, a działo się to co parę/parędziesiąt lat. Księga Sędziów (opisująca ten okres) jest jednym z najbardziej epickich tworów w biblijnym kanonie.

Epoka królewska

Z czasem naród uznał, że nie chce się już bawić w boskich wysłanników (sędziów) i zamiast nich woli króla. Ostatni legendarny sędzia Izraela, prorok Samuel, namaścił im więc na króla Saula. W ten sposób rozpoczyna się epoka królewska. Saul władał do roku około tysięcznego przed Chrystusem. Napierdalał się w tym czasie całkiem nieźle z Ammonitami, Amalekitami, Filistynami, a potem jeszcze z Dawidem. Gdy w końcu wykitował, władzę po nim przejął właśnie Dawid, który od dawna miał gigantyczne poparcie ludu. Poza tym Samuelowi głosy powiedziały, że ma być królem, więc nie było wyjścia. Dawid kontynuując politykę Saula ostro się napierdalał umacniając swoje państwo. Po nim władzę odziedziczył syn - Salomon. Ten zrezygnował z niepotrzebnych już walk (państwo było silne i szanowane) i zajął się sprawami wewnętrznymi. Wymarzył sobie, że zbuduje śliczniutki pałac królewski i jeszcze bardziej śliczniutką świątynię, w której mogłaby spocząć Arka Przymierza (super-ekstra-mega święte coś zawierające tablice z wykutymi przez Mojżesza, w towarzystwie jego laski, dziesięcioma przykazaniami).

Niewiele osób pamięta, że aby spełnić swoje marzenie Salomon musiał nałożyć na swoich poddanych gigantyczne podatki, a jedno z plemion musiało dla niego wykonywać pracę prawie niewolniczą. W sumie sytuacja wyglądała niewiele lepiej niż przed opuszczeniem Egiptu. Tak więc zgodnie z 3 zasadą dynamiki po śmierci Salomona lud zbuntował się na jego syna Roboama, który kontynuował politykę ojca. Nastąpił podział kraju na królestwo północne (Izrael ze stolicą w Samarii) i południowe (Judea ze stolicą w Jerozolimie). Osłabiony konfliktami wewnętrznymi naród stał się łatwym łupem dla rozwijających się na północy i wschodzie imperiów. Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta, a w tym wypadku też czwarty. Królestwo Północne upadło jako pierwsze pod naporem potężnych wówczas Asyryjczyków. W 722 p.n.e. zburzono Samarię. W Księgach Królewskich (należących do kanonu biblijnego) wytłumaczone jest to odejściem od wiary w Jedynego Boga. Tak prorokom powiedziały głosy. Niezależnie co ci prorocy się wąchali przyznać trzeba, że jest w tym sporo racji. Królestwo Północne (w przeciwieństwie do południowego, które Asyryjczyków powstrzymało) się trochę "rozlazło". Zaczęto czcić obcych bogów, czyli izraelici zaczęli przyjmować do siebie obce kultury, czyli filary narodowe (historia i tradycja) zaczęły pękać.

Cudem uratowane Królestwo Południowe zrozumiało, że aby przetrwać musi być lepiej zorganizowane i mocniej zjednoczone niż ich martwi koledzy z północy. Król Jozjasz wielkie reformy przeprowadził. Ale gówno to dało bo kilkadziesiąt lat później przyszedł im dać wpierdol Nabuchodonozor II (władca Babilonii), który rozgramiając Asyryjczyków pomyślał, że przy okazji można jeszcze schwytać w siatkę Żydów, bo niby co mu szkodzi. Żydzi się jednak niesforni okazali. Zastosował więc metodę masowego przesiedlania wgłąb imperium (coś jak wywózki Polaków na sybir po powstaniach). Przesiedlił ich raz. Przesiedlił ich drugi raz. W końcu się wkurwił, zburzył Jerozolimę i przesiedlił ich tak, żeby im się wszystkiego odechciało. No i się odechciało. W ten sposób upadło Królestwo Południowe.


Zobacz też

Przypisy

<references>

Stub.png Ta strona to zalążek artykułu. Jeśli nie masz co robić w swojej piwnicy, rozbuduj go dla chlubnej idei szerzenia akapu.
  1. Stąd wzięli się Arabowie
  2. Dla nas może być to dość dziwne, ale pamiętajmy, że mamy już do czynienia z Żydami.
  3. Prawda jest taka, że beton wynaleźli w następnym tysiącleciu Rzymianie, a autor użył tej metafory, bo mu się spodobała
  4. No nie do końca. Plemię Lewiego zostało bez ziemi, ale Lewici i tak mieli najlepiej, bo tylko z ich plemienia pochodzili kapłani. Dlaczego? Bo tak.